środa, 28 sierpnia 2019

28.08.2019

Jakiś podziębiony jestem, katarek, gardełko, pierdółki... Rano do pracy na chwilę dosłownie, bo na 40 minut - uwinęliśmy się z planem i już. Poleciałem do Marcina po puts, podjechałem do biedry po szybkie zakupy i w sumie koło południa byłem w domu. Posprzątałem - odkurzyłem, wyrzuciłem śmieci i odwiozłem łóżeczko Kazikom. Stamtąd do kerfjura, bo Gosia chciała kupić jakieś rzeczy na jutro, bo Beata z konkubentem przychodzą ;) Ja podjechałem, zabrałem zakupy i wróciłem do domu, a one zostały poskakać na dmuchańcach. Na koniec dnia pojechaliśmy z młodą na rowery, zrobiliśmy 20 km na Włochy i z powrotem, bardzo przyjemnie. Siatkarki zwaliły, Polska-Belgia 2:3... Dziś Kajka zasnęła szybko po wczorajszym przesmradzaniu do 23, za to młody mało się poduszką nie udusił i teraz siedzi i jest zadowolony...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz