Noc była słaba: o 4 wył Bartek, o 5 przyszła Kajka, o 7 wył budzik. Super. Na 9 musieliśmy być w przychodni na szczepieniach, weszliśmy oczywiście w ostatniej chwili. Obydwoje przeżyli jakoś te szczepionki, poszliśmy na plac zabaw i do sklepu, po czym koło południa byliśmy w domu. Zabraliśmy się do obiadu na dziś i najbliższe dni: 6 godzin albo w kuchni albo przy dzieciakach, na zmianę. Pod wieczór Bartek zaczął odpływać, darł się, dostał gorączki i ogólnie jest średnio. Poszliśmy z Kajką po termometr i na lody, ale i ona dostała gorączki... Zapowiada się wesoło.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz