środa, 14 sierpnia 2019

14.08.2019

Znowu spałem do 9, ale jakoś ciężko się wyspać na sto procent. I tak trzeba było wstać, choć pogoda słabiutka. Rano dziewczyny skoczyły na badanie krwi. Na 11:30 mieliśmy być z młodym na rehabilitacji, ledwo zdążyliśmy, bo zaplątaliśmy się w remont Szeligowskiej i w jej dwie strony... Siedzieliśmy tam godzinę, okazało się, że trochę źle go trzymamy i stąd napięcie... Potem pojechaliśmy do pracy, wziąłem te podpisane papiery i pudełka dla Majka, bo mnie męczy o nie niemiłosiernie. Z Żoliborza ruszyliśmy na Bródno, najpierw oddać skierowanie małego do kardiologa, potem do mamy, zrobić porządków trochę, odebrać rachunki i przewietrzyć. Ciężko się tam przychodzi w dalszym ciągu. Po załatwieniu wszystkiego poszliśmy na obiad do Amrita i wróciliśmy szybko do domu, bo zadzwonił Kozaczuk, żeby biegiem przylatywać na zebranie komisji dialogu społecznego - przyjechałem, ale tylko zostawiłem akces, bo przecież nie potrafili się zupełnie dogadać, porażka. Jeszcze zdążyłem do biblioteki i teraz sobie piszę Bielany. Idzie nieźle, ciekawe, czy dam radę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz