niedziela, 11 sierpnia 2019

10.08.2019

Dojechałem przed 11 na Włochy, a tu leje - ale padało tylko 5 minut. Na wycieczkę zlazło z 50 osób, a ta babcia +80 znowu coś chlapnęła, z czego musiałem się tłumaczyć, bo źle przeczytała... Ech. Wyprawa zajęła mi ze 2 godziny, było miło, ale bez szału. Wróciłem, a tu pusto, zyskałem niechcący 1,5 godziny luzu :) Łeb mnie trochę bolał, ale wziąłem proszki, wstawiłem mięso i ziemniaki, czekałem, aż towarzystwo wróci z działki. Cholerne truchło piekło się ze 3 godziny, po czym Łukasze pojechali do Ikei, Gosia z Bartkiem poszli spać, a dzieciaki zostały mi na głowie. Musiałem ogarnąć kuchnię, posprzątać, dać im jeść, dobrze, że nie byli kłopotliwi i ładnie się bawili. Po powrocie szwagrów wypiliśmy wino (oni) i tsipuro (ja), spać poszliśmy po północy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz