Rano wstaliśmy po 9, wow. Wyciągnęli mnie oczywiście do kościoła, myślałem, że umrę z nudów, na szczęście są dzieci :P Wróciliśmy przez lodziarnię, zjedli rosół i pojechali do Częstochowy. Po czym... stanąłem znowu do garów. Obejrzeliśmy mecz Polska - Słowenia 3:1 i nasi siatkarze jadą do Tokio! Po czym wyszliśmy na spacer... Bartek przez pół spaceru darł się niemiłosiernie, pospał chwilę na placu zabaw i furt abarot się darł. Dobrnęliśmy do domu wykończeni, a tu jeszcze kąpiele dwie, kolacje... Mamo.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz