Podniosłem się nieco za wcześnie, ale młody tak dorwał się do cycka, że hałasował jak stado warchlaków. Masakra :) Ogarnęliśmy się i pojechaliśmy do Marty i Emila. Posiedzieliśmy ze 3 godzinki i wybyliśmy po kawie, serniku i wrzasku dzieciaków. Serniczek mi nie posłużył - sałatki Arturów zniszczyły mi żołądek... Zrobiłem obiad, zjedliśmy i zaległem. Zacząłem już przysypiać, ale towarzystwo się obudziło, że na spacer. To poszliśmy na lody i do sklepu, kupić kieckę na rozpoczęcie roku szkolnego, wróciliśmy obładowani jak wielbłądy. Obejrzeliśmy sobie siatkarki Polska-Ukraina 3:1 i mentalnie gotuję się na jutrzejszą pracę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz