Co za droga! Wstałem, ogarnąłem siebie i dom i o 10 byłem na lotnisku. Byliśmy za wcześnie, bo się sporo naczekaliśmy, ale ok, samolot poleciał do Rzymu bez problemów. W Rzymie było gorzej, bo trzeba było czekać 3,5 godziny. Pokręciliśmy się, zjedliśmy, znowu się kręciliśmy, zwariować można było. Ale wreszcie nadszedł czas i polecieliśmy do Lamezia Terme - co za obskurny kurnik, a nie międzynarodowe lotnisko! I tu nadszedł czas lekkich rozczarowań. Taksa do Tropei 90 euro - dzięki. Wzięliśmy więc autobus na stację kolejową. Na stacji gość mi mówi, że nie ma już pociągów do Tropei. Jak nie ma, jak jak są! Ale tylko przez Rosarno. Dawaj! No więc czekaliśmy ponad godzinę na sprzęt do Rosarno. W Rosarno było już ciemno, tam kolejne półtorej godziny czekania na półgodzinną podróż. I ze stacji Tropea do hotelu jeszcze tylko pół godzinki spaceru. O północy czekała na nas tam babeczka, ufff... 14 godzin podróży, 3,5 efektywnej jazdy. Padliśmy trupem. Pokój znośny, jest sympatycznie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz