środa, 3 lipca 2019

03.07.2019

Trochę udało się rano powegetować, ale i tak pełni szczęścia nie ma, boli mnie głowa... Po ogarnięciu się ruszyłem na Bródno, pozbierać graty, które chcieliśmy wziąć po mamie, zajęło mi to trochę czasu, musiałem jeszcze wpaść na pocztę i odebrać polecony od ubezpieczyciela. Skoczyłem do Banana zdjąć simlock, ale okazało się, że nie ma i mogę puszczać aparat po 600 złych, miło. Wróciłem do domu zrobiłem zakupy za milion, zjedliśmy obiad i przyszli Marta z Przemkiem i dzieciakami - posiedzieli z godzinkę, bo Janek miał zły dzień i musieli wracać. Super. Brawo. Wieczorem udało mi się napisać sporo Bielan, ale na pewno się nie wyrobię na targi w grudniu... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz