Pobudka o 7:30, choć Kajka wybudzona została przez Bartka o 5 i od tego momentu przesmradza. Jak mnie obudziła po 7 to już była po dwóch śniadaniach (!), kaszce i jajecznicy na górze... Ogarnęliśmy się i pojechaliśmy do Różnowa, posiedzieliśmy z Ireną i Kamilem ze 3 godzinki, Kajka bawiła się z Kostkiem, Bartek wisiał na cycu. Spoko. Wróciliśmy przez starą Alfę, żeby kupić wanienkę do Jonkowa. Zjedliśmy obiad i z Kajką zapakowaliśmy się do hondy i wróciliśmy. Młoda zasnęła jeszcze w Olsztynie, obudziła się przed Modlinem, a ja sobie leciałem z muzyczką, bardzo fajna trasa, nikt nie marudził, nie stękał, można było docisnąć na trasie, wyprzedzić to i owo, podróż zajęła 2,5 godziny. Ale plus sikanie w ustalonym miejscu plus Lidl i kantor - w domu byliśmy o słusznej godzinie, aby zadzwonić do żony :D Teraz sobie czillujemy, Kajka jest podjarana wyjazdem i szczęśliwa, że spędzamy czas tylko razem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz