wtorek, 9 lipca 2019

09.07.2019

Ale noc, niech to szlag... Zasnąć nie mogłem, bo był taki upał, że się ze mnie lało... Co chwila wybiegałem na korytarz, bo młodzież szalała, podjarana pierwszą nocą. Pociągi przejeżdżały po głowie z częstotliwością kilku razy na godzinę... Komary. Spałem chyba niecałe cztery godziny, dramat. Po śniadaniu (średnim), poszliśmy na plażę - Fiona nie miała ochoty nigdzie iść, więc zakotwiczyliśmy na plaży płatnej, tylko bez leżaków. Udało się pośród umizgów, ale rzeczywiście mamy tylko 2 godziny do lunchu, więc szkoda czasu. Młoda szaleje na falach, woda super, wszyscy zachwyceni. Po lunchu i sjeście poprowadziłem stado na starówkę w Rimini. Doszliśmy, ustaliliśmy warunki, dotarłem do sklepu muzycznego, kupiłem masę płyt i... rozpętała się burza. Lało jak z cebra. Przez to kupiłem młodemu wdzianko, spotkaliśmy chłopaków i skończyliśmy w knajpce na owocach morza - ten rekin tutejszy to sztos absolutny! Pycha! Wszyscy zmokli, może dziś będzie dało się spać... Fiona działa na nerwy...  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz