Wstałem o 8 i ruszyła maszyna: pranie, śniadanie, śmieci, biblioteka - nawet dwa razy, bo ten cholerny Bolek i Lolek dawno minął... Praca (zaświadczenie i umówienie z Martą - ale tam się dzieje!), zostawiłem samochód przy metrze Marymont, wymieniłem kasę, zajrzałem do Music Fan, w urzędzie n9ic nie wiedzą o wyprawce, jeszcze nie, a to z usc to nikt nie wie... Wydałem kartę prezentową w Arkadii, zajrzałem na działkę, zawieźć stolik, podlać i zebrać plony, odebrałem walizeczkę z bazarku i kupiłem obiad w Sajgonie... Ufff. W domu ogarnąłem płyty, walizkę, zaległości i robię nalewki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz