środa, 10 lipca 2019

10.07.2019

Co to ma być? Pojechaliśmy do Mirabilandii, a tu... leje! Czekaliśmy do 11, aż otworzą park. Zaczęliśmy od dinozaurowych przejażdżek, było spoko. Kaja się cieszyła, Robert prezentował olimpijski spokój. Po dinozaurach poszliśmy na Niagarę. Kiedy wbiliśmy się w tę wodę, Kajka... zachłystnęła się, otworzyła buzię i... krzyknęła: 'jeszcze, jeszcze, jeszcze!'. Zrobiliśmy to 3 razy, przez co byliśmy totalnie mokrzy... Gacie wyżymałem. Właziliśmy na wszystko, na co wpuszczali Kajkę, plus oczywiście Katun. Thai Master poszedł kilka razy, pokazy kaskaderów super i w sumie dzień zamknęliśmy ledwie wszystko sprawdzając. Zachwycająco. Pod koniec zrobił się upał, świetnie, dało radę wyschnąć...  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz