Żadne spanie, Gosia pojechała na badania rano i zostawiła śpiącego młodego - pospał z 10 minut, następne 2 godziny czynił to z przerwami. Ale zdążyliśmy z Kają zjeść śniadanie i się ogarnąć. Po czym pojechaliśmy na rower, 15 km pętelką przez Boernerowo, Groty, Blizne, Górce i z powrotem. Oczywiście była gleba z górki, po co używać hamulca? Po powrocie próbowałem usiąść na moment, ale tu się kurwa nie da, bo jak siedzę, to znaczy, że mi się nudzi i trzeba czegoś ode mnie chcieć. Zrób obiad, ogarnij młodego, przynieś, podaj, wytrzyj, przebierz... Udało mi się zdrzemnąć kiedy żona się zdrzemnęła, mamo... I jeszcze poszliśmy na spacer wokół osiedla i na lody, po powrocie skoczyłem na działkę po basen, pompkę i podlać wszystko, bo jabłonka to nam uschła chyba :( Jeszcze mi jakaś muszka szmata wpadła do oka - tego drugiego, więc teraz z drugiej strony wyglądam jak by mnie koń kopnął.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz