Wyspałem się! Wstałem prawie o 9, młoda jeszcze leżała w wyrku, cudownie! Zjedliśmy, zrobiłem konieczne pranie i ogarnianie i o 11 ruszyliśmy na podbój świata. A dzień naprawdę nam się udał! Wystartowaliśmy z metra Arsenał, przez park Krasińskich, plac Krasińskich na lody za Barbakanem. Potem murami, przez Stare Miasto na Gnojną Górę, gdzie młoda karmiła wróble z ręki. Zeszliśmy na bulwary i tymiż doszliśmy aż do mostu Poniatowskiego. Wsiedliśmy na prom na praską plażę, posiedzieliśmy tam i wróciliśmy również promem. Po drodze do Co Tu spotkaliśmy Gosię z Leonem, w szoku trochę ;) Zjedliśmy pycha rzeczy u Cioteczki, zajrzeliśmy na pocztę, grając po drodze na placu Powstańców Warszawy na bębenkach i cymbałach. Odebrałem dwie paki i na koniec trafiliśmy na plac Europejski, gdzie grali Alvina. Wróciliśmy już tramwajem. Ogarnąłem pakowanie, umyłem małej głowę, obciąłem pazury i nie udało mi się ładnie zrobić warkoczyka dobieranego na grzywce ;( Nadrabiam Bielany.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz