Spania długiego nie było - wszak przed 11 mieliśmy być na Powiślu. Oczywiście żona, zamiast pakować się wcześniej, wstała o 6 i naturalnie ledwo się wyrobiła, no bo jak. Dotarliśmy w ostatnich sekundach. Do tego młody tak strasznie się zesrał, że musiałem wracać do wozu go przebrać. Trasa minęłaby spokojnie, gdyby nie ciągłe 'wolniej, uważaj', że ja kurwa mam do tego siłę... Zatrzymaliśmy się na godzinę na stacji na hot dogi, nakarmiliśmy (ta, my) młodego i na 16 byliśmy w Jonkowie na obiad. A zaraz po tym Kaja poszła do fryzjera, a my z teściem i Bartkiem spacerowaliśmy po parku i błoniach. Kajce bardzo ładnie w nowej fryzurze, zresztą sama jest zachwycona ;) Wieczorem dziabnęliśmy z teściem po dwa piwka, najpierw w ogródku, ale zrobiło się tak zimno, że poszliśmy do środka. Znowu poszalałem z allegro :P

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz