Pobudka o 6:30... Odstawiłem Kajkę do przedszkola i żonę do spowiedzi. Kiedy się obrobiliśmy, pojechaliśmy na Saską Kępę po zakrętki miodowe dla Jerzyka, ale nie było - na Kruczej też nie. Podjechaliśmy jeszcze na Jagiellońską po akcesoria pirata, ale Kajka wzgardziła, małpa :P Wracając zahaczyliśmy o sklep. Młody spał babci ładnie, ufff. Po powrocie ja sam skoczyłem na Wólkę, dokończyć detale pogrzebu. Na razie wszystko ok. Po zjedzeniu obiadu pojechałem po Kajkę, chciała zostać z Kazikiem, Zuzią, Kubą i Jankiem na placyku, to siedziałem i gadałem z rodzicami, ale zadzwoniła Gosia, że Slawomir już jest i mam wracać... To wróciliśmy, Sławek poprawił usterki i mam nadzieję, że będzie dobrze. Potem tylko sprzątnąłem piwnicę i próbowałem odpocząć, tylko młoda mi nie dawała, bo chciała się tarmosić - ulubiony ostatnio sport. Udało mi się wreszcie odpłynąć na pół godzinki, ale tu zaraz kąpiel małego, kąpiel małej, pierdoły i weź tu chwilę odsapnij... Niech to się już wreszcie skończy!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz