Rano miał przyjść gość od kablówki, to już o 9 byliśmy na miejscu. Monter przyszedł, ale za to przeprowadzkowy zadzwonił, że będzie opóźnienie i nie o 12, ale 17 zaczną... Cholera. Pojechaliśmy z teściem do Sajgonu po obiad i o 16 zostałem wezwany. Przyszedł jeden gość, zaczął znosić paczki, zawalił pół wejścia. Szef przyjechał ciężarówką, ale małą i musieli robić na dwa razy - w konsekwencji skończyliśmy o 23... Sam latałem z tymi ludźmi i nosiłem paki, żeby było szybciej... Kaletka mnie wykończy... Nie mogę się w ogóle dodzwonić do mamy - rozumiem dzień, no dwa, ale to już za długo trwa. Chciałem jechać w przerwie, ale mam wrażenie, że mogłem przez to nie dokończyć przeprowadzki...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz