Kolejny dzień w biegu. Rano z Kajką do przedszkola, zanim się ogarnąłem zadzwonił Artur i zwierzał się przez pół godziny... Potem druk klepsydry i Straż Miejska. Odczekałem swoje, ale chyba wzruszyłem panią, bo skończyło się na upomnieniu :) Odebrałem dwie paczki z poczty i wysłałem paczkę, którą zamówiła mama. W szkole załatwiłem papiery - w tym samym momencie wściekła mnie kobita z zakładu pogrzebowego. Męczyła mnie cały dzień: papier z parafii na już! Trumna za słaba, trzeba wziąć drewnianą -1000 zł więcej. A na końcu powiedziała, że klecha nie przyjął zaświadczenia z parafii, bo podpisu nie ma. Jebany, bierze za mszę 900 zł plus przyległości, a robi kłopot z jednym podpisem... Gdybym wiedział, sam bym podpisał... przez to musiałem lecieć na Bródno jeszcze raz. Cały dzień było duszno i gorąco, więc wreszcie zaczęło padać :P Po powrocie odczekałem karmienie i pojechaliśmy zamówić stypę. Kasy na to idzie mnóstwo... Słabo...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz