Wczesne pobudki mnie rozwalają... Wstałem więc o 6, odprowadziłem młodą, byłem na rehabilitacji i na zakupach i zadzwoniłem do Roberta. Zanim przyjechał, zdążyłem zebrać pranie, odkurzyć i pozmywać. Wsiedliśmy w jego beemera, wypożyczyłem przyczepę i ruszyliśmy robić robotę. Udało się - wynieśliśmy wersalkę z kwadratu, donieśliśmy ją na działkę, wywaliliśmy tego gruchota z 'salonu' i umieściliśmy wersalkę. Jeszcze podlałem! Po powrocie spakowaliśmy kilka pudeł i poszliśmy do banku i sklepu. Zjadłem szybko coś i poszedłem po Kajkę. Już w domu spakowaliśmy więcej, przy czym moja rozkoszna małżonka nieustannie próbuje mnie wkurwiać, wymyślając kolejne masakry, związane z: porodem, remontem, życiem. Mam już tego po dziurki w nosie, ciągle histeria i panika w temacie, który nigdy nie zaistniał...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz