czwartek, 4 kwietnia 2019

04.04.2019

Po dość długiej prezentacji Mikołaja, zakończonej owacjami (jak im zagrał Gwiezdne Wojny...) pojechaliśmy na wycieczkę - Pola nie zdążyła. Ruszyliśmy do Meteorów, ale najpierw zajechaliśmy do burmistrza regionu, gdzie Fernando wykonał akcję roku. Po gadce burmistrza wstał, opowiedział parę słów i nagle stwierdził, że będziemy się przedstawiać, po czym oddał głos Rumunkom. No i zgrzyt zonk, zepsuł atmosferę zupełnie... Zrobiło się nerwowo, nie zrobił tego specjalnie, wyszło jednak paskudnie. Po drodze do Meteorów dawno nie widziałem, aby dzieciaki (zwłaszcza te puste Portugalki) tak gapiły się w okna na te góry. Wszak widok niebywały! Zwiedziliśmy jeden z klasztorów, fantastyczna sprawa. Wracając zajechaliśmy do Trikali na obiad. Mieliśmy się przejść, ale... jedzenie zajęło półtorej godziny. Matko... Ledwo się wytoczyliśmy znowu. Na szczęście popołudnie było wolne, trochę powegetowałem na wyrku i odpocząłem - przecież wieczorem, o 21 miała być uroczysta kolacja! Przyjęliśmy z Kasią tylko ośmiornicę i kalmary i po dwa browki, spać poszliśmy o 1... Było baaardzo przyjemnie, trochę wstyd za nasze dziumdzie, że nie przylazły na te obiady...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz