Dużo rzeczy się dziś działo... Wyspałem się aż do 8:30, ledwo zdążyłem na czas. A tam rozprawy, kto pójdzie jako komisja na konkurs dyrektorski, kto idzie na egzaminy itd itp... A Zalewska pieprzy bzdety, a rodzice i uczniowie ciągle coś przysyłają (torty, pizze...), a moi przyszli pod płot i wręczyli mi łakocie na urodziny... Miło! Bardzo. Po lekcjach poleciałem obejść Wyględów, dorwałem rower i objechałem osiedle - mam wszystko zrobione, świetnie. Odebrałem płytę od Marcina, odebrałem paczkę z poczty, poszedłem na hambuksa do kerfjura i zawitałem na moment do domu. Tam już ładnie wejście do salonu, łazienki gotowe do płytek, ładnie chłopcy lecą. Wywietrzyłem trochę i poszedłem na zebranie. 2,5 godziny bicia piany, ale nie da się uniknąć, bo ważne rzeczy i decyzje są podejmowane... Położyłem młodą i piwkuję. Przy okazji musiałem zeskanować papiery z sądu i wysłać je do banku... Ufff...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz