niedziela, 21 kwietnia 2019

21.04.2019

Po wczorajszym umęczeniu wstaliśmy znowu wcześnie, bo mama miała przyjść o 9. O której była? Pół godziny wcześniej... Zjedliśmy śniadanie, poszliśmy do kościoła - co za męczarnia. Duszno, niby dla dzieci, ale długo jak normalnie i ten klecha słabiutki... No ale odbębnione... Wróciliśmy do domu coś zjeść, mama się usunęła po obiedzie. I niedługo później zaczęła się jazda z młodym. Tak się wiercił i wybrzuszał, że myśleliśmy, że się zaczęło... Strach ogarnął... :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz