Mieliśmy z młodą jechać na festyn do miasteczka ruchu, ale... spadł śnieg. Zaraz spływał, bo było za ciepło, ale wszystko jedno - mam nadzieję, że to ostatni atak zimy... Pojechałem zapłacić Sławomirowi - byłem o 11, a on już skończył - na podłodze wylewka, a on czekał na mnie na dole. Ok. Zrobiłem zakupy, zrobiłem obiad i tak sobie leżeliśmy (niektórzy chrapali). Młoda ciągle ostatnio przyłazi do nas w nocy, mam tego dość...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz