sobota, 6 kwietnia 2019

06.04.2019

Mogłem się wyspać, nie pamiętam, kiedy spałem do 8 - ale trzeba było wstać, choć ciągnęło do poduszki. Po śniadaniu się spakowaliśmy i ruszyliśmy taksą na dworzec. Leje. Na dworcu serdeczne pożegnania, Zuzia płacze, Zocha nie chce wracać... Wsiedliśmy do PKSu, choć droga zabrała nam z godzinę dłużej, niż w poprzednią stronę. Zanim ogarnąłem czasy, bilety itd., ogarnąłem również, że nie bardzo mamy czas jechać do miasta na obiad. Wpakowaliśmy się więc do X01 i pojechaliśmy prosto na lotnisko, po oddaniu bagaży po prostu zjedliśmy tam cokolwiek (jakieś hamburgery, bo restauracja na piętrze ssała ostro...) i polecieliśmy do Frankfurtu. W Niemczech mieliśmy 40 minut na przesiadkę - gejt był na drugim końcu lotniska, więc biegiem! Okazało się, że jest lekkie opóźnienie, bo czekaliśmy na samolot z Madrytu, więc jeszcze zakupy poleciały :) W samolocie spotkały się chyba cztery grupy erasmusowe, wracające z wizyt! Na miejscu byliśmy ze 30 minut po czasie, odwieźli mnie Żołędzie - w domu wszyscy spali, poza Gosią. W domu! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz