piątek, 1 września 2017

01.09.2017

Odprowadziliśmy małą do przedszkola (obopólne hurra!) i pojechaliśmy na to durne szkolenie. Tak się dawno nie wynudziłem, połowę spędziłem poza, porządkując szafkę i gadając z Beatą, Igą i Łachem o nowym roku i powrocie wariatki - już się uwidoczniła... Babka skończyła pieprzyć sporo wcześniej, więc wyszedłem do domu - Gosia została w celach rozmowy kwalifikacyjnej - w końcu nie mamy polonistki... Nie zdążyłem wyjść za bramę, dzwoni Ewa, żebym przypilnował pieniędzy, bo przecież wziąłem kasę za koordynację, muszę się zainteresować! Ki diabeł? Poszedłem do dbfo, okazało się, że wszystko w najlepszym porządku. Po co te histerie? Tylko mnie denerwują... Skoczyłem na pocztę - tylko dwie paczuszki były, sypnie się pewnie w przyszłym tygodniu. Mój plan to syf nieziemski, już mi źle... Po odebraniu płyt polazłem na piechotę przez Muranów i Powązki do domu - na Kole wsiadłem w sprzęt, bo Gosi oczywiście nie chciało się wyłazić z domu, a mnie było po drodze... Jak zwykle. Wieczorem Polska-Dania 0:4, co za żenada...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz