czwartek, 31 sierpnia 2017

31.08.2017

Mama przyszła 6:30, więc już byliśmy jakoś zebrani. Do pracy dojechaliśmy dziś bez przygód, rada była nieco długa, spotkanie w grupach szybkie i dzięki temu uciekłem. Przespacerowałem się do Słodowca, zajrzałem do sklepu i przedszkola, upewnić się, że jutro działa. Zrobiłem obiad, mama uciekła, Gosia przyszła, zjadła i... padła. Więc wziąłem młodą na spacer, przeszliśmy od placu Daszyńskiego do Majakowskiego - spoko, tym bardziej, że 28 stopni było :) Przeziębienie przechodzi, szczęście. Mam również plan - znowu kolejny rok do dupy... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz