Prawie cały dzień spędziliśmy dziś w chałupie. Najpierw przygotowanie obiadu i sprzątanie: nie obyło się bez awantury, bo kurwa odkurzyłem, umyłem łazienkę, zrobiłem mięso, ale sałatkę z pomidorów zrobiłem INACZEJ. Kurwa, szlag mnie trafił. Przyjechała mama, zjedliśmy, obejrzeliśmy zdjęcia z Bułgarii i pojechała, więc poszliśmy na spacer. Gosi się na nieszczęście przypomniało, że dziś święto, więc zaciągnęła nas do kościoła. Młoda zrobiła awanturę, że chce wyjść, nuda i poruta ogólna, co za dziadostwo... Ech, zmęczyłem się tym świętem...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz