* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
piątek, 25 sierpnia 2017
25.08.2017
Ale powrót do pracy, niech to... Pojechałem na 10:30, załatwić końcówkę erasmusa. Ok, doszliśmy do porozumienia, po czym się zaczęło... Miałem iść z Martą do dbfo, więc czekam. Przez ten czas pomogłem chińskiej rodzince zapisać dzieciaka do szkoły, wymieniłem Marcie funty, dowiedziałem się szczegółów na interesujące tematy i wreszcie 13:30 pojechaliśmy do finansów. Wszystko udało się załatwić, więc pędem, bo Marta ma rekonwalescentów w domu po operacjach i zaraz miała jechać na Ursynów na zdjęcie szwów, wracamy do Ewy. Tam kocioł, bo nowy dyrektor basenu ma inne pojęcie, niż trzeba... Przygotowujemy tablety do sali, umowy z erasmusa, za drzwiami sterczy pani chętna do pracy, tupią sprzątaczki, bo ma być rozmowa na temat ich umów, Ewa stoi z Anetą i rzeźbią w podręcznikach - kocioł straszny. I co chwila przychodzi ktoś inny... Podpisałem tylko umowę i uciekłem - w rezultacie koło 15... Skoczyłem na pocztę, odebrać paczki, zjadłem obiad i wróciłem koło 17... Gosia sprzątała, więc oczywiście mała siedziała w chałupie... Ech... To poszedłem z nią na spacer z hulajnogą i pograć w piłkę pod blokiem. Na szczęście wypędził nas deszcz, bo miałem już mało sił... Nieźle się zaczyna...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz