Okropna noc - spałem może 3 godziny. Upał jest nawet w nocy, płynąłem, do tego coś mnie żarło, dziewczyny też się kręciły, nawiedzały mnie głupie myśli - zasnąłem na dobre dopiero koło 5... A rano trzeba wstać, bo Gosia na mammografię, a w południe miała przyjechać mama. A ja jeszcze po ciasto miałem iść. Ok, udało się, mama przyniosła nam sprzęt do prasowania parą, Gosia w siódmym niebie :) Posiedziała chwilę i uciekła, bo o 14 serial. Wówczas Gosia padła na zatoki, więc na mnie spadło zabawianie małej i zrobienie obiadu. Zjedliśmy o 16 i poszliśmy na spacer - znaczy się, chciałem ominąć akcję zakupowania butów, ale wyszło na to, że znowu siedziałem w Deichmanie i czekałem na litość. Szlag. Wróciliśmy sobie przez Ulrychów i Koło, zahaczyłem o Kavę - nie było gratisów :( i wróciliśmy. Młoda przedłużała jak mogła, i kolację i kąpiel, a przecież Legia grała. Nic nie ugrała, bo chociaż wygrali z Astaną 1:0, to zabrakło bramki do awansu...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz