piątek, 11 sierpnia 2017

11.08.2017

Pobudka o 4:30, pakowanie, prysznic i fru. Autobus się spóźnił 20 minut, dziki tłum do odprawy, ale co z tego, jak samolot wystartował 2 godziny po czasie - w Katowicach dzika burza i musiała minąć, zanim go puścili. Kajka przespała cały lot. W Warszawie już poleciało szybko, w domu byliśmy o 12. Upał tu większy, niż w Bułgarii. Poszedłem do sklepu, zrobiło się pranie, Gosia kimnęła, ale młodej nie dałem - niech śpi w nocy. Poszliśmy na obiad do Sajgonu i na lody, skończyliśmy na fontannie. Po czym młoda obejrzała 'Safari', ja zgrałem zdjęcia, a Gosia zaległa przed tv... Potem kąpiel i o 20:30 już był spokój. Oglądamy MŚ w lekkiej atletyce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz