sobota, 19 sierpnia 2017

19.08.2017

Ten pieprzony kogut znowu darł gębę nad ranem. Ale za to wschód słońca nad Tatrami z balkonu to sam cymes! Po śniadaniu znów do autokaru - nasz pilotto co chwila zmienia plany, aby 'było wszystkim jak najwygodniej'. Co oznaczało, że nieco zjebał dzień. Zaczęliśmy od Levoczy - przepięknego miasteczka, w którym chętnie zostalibyśmy na dłużej. Ale nie, dał pół godziny i się zabraliśmy. Po czym pojechaliśmy na Spissky Hrad i tam dał... Dwie godziny. Bo do Starej Lubovni nie zdążymy. To kurwa mogliśmy zostać w Lewoczy, zjeść coś i połazić po mieście, zamiast lecieć na zbity pysk! W zamku Kajka miała apogeum ruchliwości, Gosia przestała za nią nadążać i ogólnie się wściekła. Wreszcie wsiedliśmy do autokaru i pojechaliśmy do Hnezdova, do Nestville, zobaczyć proces robienia whiskey. Było spoko, zaczęło strasznie lać, więc biegiem na degustację i do sklepu i wreszcie wróciliśmy do hotelu na obiad, który odbywał się na dole w barze, bo w stołówce było wesele... Na szczęście u nas w pokoju było cicho. Poszedłem jeszcze na posiadówkę do dziewczyn, moje obie padły, skończyliśmy tuż po północy, bo rano do domu... Ale leje...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz