Znowu siedzieliśmy do obiadu w betach - Gosia czyta, deszcz co chwila pada. To znaczy ja, pod pretekstem sprzedaży płyt, udałem się po odbiór paczek i do banku, podpisać papierki. Zajrzałem również do empiku, wykorzystać zniżki z karty. Wróciłem na obiad, zjadłem i zabrałem Kajkę na spacer. Wylosowała Kanał Żerański, to ruszyliśmy. W połowie drogi lunęło, ale na Żeraniu już było spoko. Poszliśmy sobie wzdłuż kanału i przeszliśmy starym mostem kolejowym na drugą stronę. Most trochę się sypie, pełno dziur, więc trochę się bałem, że zlecimy na pysk, ale udało się. Zresztą młoda była zachwycona. Po czym zaczęło się. Najpierw ścieżka była zalana - przeskakiwałem kałuże z małą na rękach. Szlachecka dziś to wyasfaltowana ulica z domami, więc skręciliśmy wzdłuż torów. O kurde... Stara ścieżka zarosła, pełno głębokich kałuż, a trawa po deszczu była bardzo mokra. Skakałem z Kajką na rękach, miałem całe mokre buty i pół spodni. Bagno. Ale zachwyt był pełen :) Wróciliśmy Annopolem na Bródno, kupiliśmy bułę i wróciliśmy do domu. Wyprawa przez dzikie ostępy była super :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz