Znowu pobudka wcześnie rano... Na szczęście się wyrobiliśmy, ale tylko dlatego, że ruszyliśmy taksówką. Gosia jeszcze w ostatniej chwili malowała paznokcie, więc trzeba ją było ubrać itd... Szok. Ale dotarliśmy, wsiedliśmy i hajda. Stenia rozpoczęła sezon już po godzinie jazdy, więc było śmiesznie. Zatrzymaliśmy się na obiad w Bukowinie, podjęliśmy pilota z Nowego Targu - trochę śmieszny, zdecydowanie za dużo gada pierdół. Na miejsce dojechaliśmy wieczorem, po paru piwach i drinkach. Dostaliśmy pokoje i zalegliśmy bez scen... Mamy najlepszy pokój, dwa balkony z widokiem na Tatry, naprawdę jest przyjemnie. Padliśmy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz