Rano poszliśmy na plażę. Maks nie chciał iść na plażę, bo 'piasek i gorąco', więc dziś się
rozdzieliliśmy. Co to ma być, że jesteśmy nad morzem i nie korzystamy? A
takie fale, że Kajka skakała jak szalona. Ratownicy biegali w te i we w
te, upominając ludzi, aby nie wyłazili za daleko. Bosko! Mogą
żałować... Po obiedzie zaś już razem poszliśmy do aqua parku. Szał. Sam park nieco mały, ale kilka fajnych atrakcji było - zwłaszcza mniejsze wahadło, mało nie wyleciałem z kilkunastu metrów na ryj... Z Kajką zdobyliśmy dwie zjeżdżalnie dla dużych, była zachwycona, choć ostatnim razem nas obróciło i mała znalazła się pode mną. Wprawdzie ją od razu wyciągnąłem, ale mocno się przestraszyła. My też. Maks za to zasnął w połowie i przespał większość czasu, a jak się obudził, to chciał wracać... Tomek się trochę wściekł... Po kolacji zasiedliśmy na leżakach, przyszedł Szymon z żoną i
wjechała tequilla i samogon, trochę nas sponiewierało...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz