Dziewczyny siedzą w domu, więc i ja mogłem dziś pospać. Budzik nastawiłem na ósmą i miałem zamiar się trochę wyspać. Ale... Mała przyszła przed siódmą i zaczęła się wiercić i rozpychać - zero spania, tylko wegetacja, zawracała tyłek. Ale nagle, kiedy już miałem wstać wcześniej, koło 7:30 zasnęła - świetnie, dospałem tę chwilę, zebrałem się i pojechałem do pracy. Lekcje zrobione, sprawy załatwione, skończyłem w pół do czwartej. I znowu biegiem: kupić karmę dla psów dla Sierściów na ślub zamiast kwiatów, wymienić książki w bibliotece, wyjąć kasę... Zjadłem w domu, zamówiłem sobie pizzę, bo nic nie zdążyłem zjeść. Gosia poszła do sklepu, my z małą robiliśmy ninja i tańce, pocieszna jest :D Przygotowania do wyjazdu pełną parą...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz