czwartek, 21 września 2017

21.09.2017

Jaja jak berety :) Odprowadziłem młodą do przedszkola i się zaczęło: idziemy dziś do szkoły, czy nie? Bo mówią, że lekcje odwołane... Co? Miałem na 10:30, więc nic nie wiem. Okazało się, że wicedyrekcje od 8 stały przed bramą i wysyłały wszystkich do domu, a główna przyleciała później, zwabiona telefonami rodziców, co się do cholery dzieje. Pompa poszła, nie ma znowu wody. No i się zaczęła awantura, kto pozwolił zwalniać i czemu wszyscy poszli? Dały dupy po całości. Jak przypłynąłem do pracy (leje kolejny dzień!) to w szkole było może 40 osób - z około 900. 5c nie było. Moich było czworo i też się wymiksowali szybko. 5a nie było. Załatwiłem ważne sprawy i w połowie bezczynnego siedzenia uciekłem do domu. Kuba nie dojechał, odebrałem Kajkę i spędziliśmy godzinę na zabawie z Kazikiem, tańców nie ma, nikt nic nie wie... Ciekawe, co będzie jutro?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz