Wstaliśmy o 5:30 - wszyscy, bo Kajka też się podniosła. Widzę, że środy będą niezłe... Na szczęście mamy tylko 3 lekcje. Gosia wróciła do domu, ja dwie godziny latałem po Mokotowie, obrabiając pierwszą z wycieczek. Wróciłem na 14:15, na obiad. Mieszkanie wysprzątane i oczywiście pretensja, że ona wszystko sprząta, a ja sobie chodzę na spacery! Zamknęła się, jak odbiłem, że ona śpi lub gada godzinami przez telefon i ma wszystko w dupie, a ja ogarniam dziecko i sprzątam sam... Potem wpadła w panikę, bo się nie przygotowała do zebrania... Jakiś dramat. Poleciała taksą, ja zaczekałem na babcię z Kajką i też pojechałem. Nie przyjęli mi spodni u nas, musiałem jechać do kerfjura :P Zebranie minęło spokojnie i dość szybko, skończyłem 18:45, super. W domu młoda ma 37,3, ciekawe, co będzie jutro... Mama poszła do pracy, my zalegliśmy...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz