poniedziałek, 11 września 2017

11.09.2017

Kurna, znów pół dnia leje... Rano miałem nadzieję na święty spokój, ale musiałem wstać o 6:20 i zapisać małą do lekarza. Miałem nadzieję na to, że zapiszę ją na popołudnie i będę miał więcej spokoju, ale dupa: 8:30. No to poszedłem z nią z tym palcem, dostała maść z antybiotykiem i skierowanie do chirurga w razie co... Ups. Zostawiłem w przedszkolu, zabrawszy zaproszenie na imprezę do Zuzi i ciuchy od Tusi ("powęsz, pachnie Tusią i Maćkiem!:)")... Wróciłem na chwilę do domu i ruszyłem do pracy - o 10 są pyszne pustki w autobusach :) Zrobiłem swoje i wróciliśmy razem. Ja zająłem się obiadem i zmywaniem, Gosia... jedzeniem, spaniem. Poszliśmy więc sobie na spacer na godzinę - wróciliśmy w deszczu, ale ubawieni :) Gosia spała. Po czym jak wstała, zrzuciłem na nią zrobienie małej kolacji i... poszła rozmawiać przez telefon. Półtorej godziny. Zjedliśmy kolację, wykąpaliśmy się itd, a ona gada i gada, mózg jej wybuchnie od tych telefonów. Teraz siedzimy w papierkach.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz