poniedziałek, 18 września 2017

18.09.2017

Wstałem rano, wyekspediowałem młodą do przedszkola i w deszczu wróciłem na pozostałe niemal 2 godziny, w czasie których próbowałem naładować mp3, ale nie zdążyłem... Nic to. Praca przeleciała, choć te głąby od Kingi doprowadzają mnie do rozpaczy. Masakra. Wyszliśmy z pracy razem, odebraliśmy Kajkę i poszliśmy do Sajgonu, gdzie zaczęło się marudzenie. Gong bao wyglądało dziwnie, zupełnie inaczej, niż u Cioteczki Tu. Potem awantura, bo młoda chciała iść ze mną do sklepu - jeszcze co. Kupiłem co trzeba, wziąłem zapomniany parasol z Sajgonu i wróciłem... Ten palec nie wygląda jej najlepiej, chyba trzeba znaleźć tego chirurga... Meh.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz