środa, 20 września 2017

20.09.2017

Ale numer! Odprowadziłem młodą, tupałem nieco zniecierpliwiony, bo wolno jej dziś szło, a za późno ją obudziłem... Autobus uciekł... Idę wreszcie przez Potok, a tu stoi banda z 7c. Zaraz, mam przecież z nimi lekcje! A oni na to, że nie idą, bo nie ma lekcji. Co? Idę dalej, tam moi. Awaria wody i wszystkich wyrzucili do domu! Szkoda, że dziś, kiedy mam dwie lekcje, a nie wczoraj przy siedzeniu do 16... Ale cóż, nie można mieć wszystkiego :P Poszedłem na patrol z Dorotą matematyczną i się urwałem do domu. Miałem jechać na Moko, ale leje prawie cały dzień. Posiedziałem w świętym spokoju ze 2 godziny, uporządkowałem część płyt, popisałem raport, poszedłem do sklepu i po młodą... Dalej jakaś marudna, coś jej jeszcze wylazło za uchem, sypie się dziecko. Co gorsza, mnie też boli palec - z tego samego powodu... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz