niedziela, 17 września 2017

17.09.2017

Ocknęliśmy się o 9:20 - umówiliśmy się z Miśkami na 10, więc udało nam się wyrobić do tej godziny - z trudem, bo okazało się, że w apartamencie pod prysznicem jest tylko gorąca woda - znaczy ukrop, bez grama zimnej... Nie pamiętam, kiedy kąpałem się w umywalce... Jako, że miśkowa Gośka o 10 dopiero podniosła powiekę, poszliśmy sobie sami na spacer po Zielonej - i w poszukiwaniu śniadania. Znaleźliśmy - znaleźliśmy również Szoniego, który próbował wrócić do naszych apartamentów, ze słabym skutkiem... Miśki dotarły, zjedliśmy porządny obiad na śniadanie, odebraliśmy Elę i wsiedliśmy do samochodu. Skoczyłem jeszcze do browaru Haust i zakupiłem sobie suweniry ;) O ile w Zielonej była piękna pogoda, na wysokości Łodzi już lało. Podróż powrotna zajęła nam pół godziny dłużej, ale ok. Zwolniliśmy mamę, Kajka przeszczęśliwa ciągle po mnie skakała - z przerwą na pójście w deszczu po dim sun i do biedry... Żona padła, ja oczywiście znowu obrabiałem młodą, sprawdziłem dwa piwa z Hausta, napisałem plan pracy i pora iść spać, głowa mnie boli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz