Kurde, piękny plan. Przyszedłem na 8, kończyłem o 16:10 - a tu jeszcze Marta dała mi dyżury przed lekcjami i...po. Świetnie. Jednak lekcje przeleciały, w pokoju nauczycielskim zrobiło się bardzo ciasno, Thereza działa mnie (i nie tylko) na nerwy - cały plan przez nią idzie do zmiany. Znalazła się polonistka, co za ulga. Za to nie znalazły się podręczniki, wciąż 6 i 7 klasa nie ma się z czego uczyć. Jest wesoło. W okienku podwójnym skoczyłem po paczki - były cztery :P Wróciłem do domu przez McDonalda, bo nie zdążyłem nic zjeść i zabrałem młodą jeszcze na półtorej godziny na spacer. Super! Ciekawe, kiedy skończę pisać raport, bo jakoś nie mogę się zebrać...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz