* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
sobota, 1 sierpnia 2015
01.08.2015
Młoda budzi bezlitośnie przed 8... Dzień cały niemal do dupy, bo spędziliśmy go na zakupach, szlag by to trafił. Najpierw pojechaliśmy do kerfjura, gdzie Gosia półtorej godziny wybierała okulary - ja zdążyłem nabiegać się za młodą, zrobić zakupy spożywcze, a ona nadal wybierała... A ja musiałem pójść z nią, żeby jej doradzić - i tak zrobiła co innego, niż mówiłem. Po zakupach pojechaliśmy na obiad i o 16 ruszyliśmy na cmentarz do taty. Oczywiście na rocznicę śmierci nikt nie przyszedł, więc umyliśmy nagrobek, sprzątnęliśmy całość i pojechaliśmy do Arkadii. Gosia zaczęła wybierać, przebierać w koszyczkach i pierdółkach, mnie zaczęło trafiać, a Kajce włączył się szaleniec. Już po wszystkim, szliśmy na spacer i żona jeszcze zobaczyła CCC - tam nastąpiła kulminacja, bo ta sobie łaziła za butami, a młodą scedowała na mnie, a jeszcze mówi 'zobaczcie buciki do przedszkola'. Znaleźliśmy, nawet fajne, Kajka zachwycona, a ta mówi, że muszą być na rzepy... Było widzieć szał, mnie chuj strzelił, wziąłem dzieciaka na ramię i wyszedłem. Spacer po Muranowie trochę wyciszył i mnie i młodą, ale po powrocie była znowu jakaś akcja - nie wiem, bo pojechałem po benzynę na jutro. Mam dość.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz