piątek, 31 lipca 2015

31.07.2015

Nie wyspałem się, bo ktoś przylazł w nocy i nad ranem roznosiła ją energia... Przewegetowałem jakoś do popołudnia, wykorzystując czas np. na to, aby pchnąć drugi tom przewodnika do składu, oby szybko. O 14 pojechałem do kuratorium i ledwo dojechałem, ledwo przyszła Ewa, już zostaliśmy wezwani. Egzamin na dyplomowanie przeszedł bardzo sprawnie, szybko i przyjemnie i w sumie zdziwiłem się, że to koniec. Podobno komisja była zachwycona, to super z ich strony. Chciałem Ewę zaprosić na kawę, czy coś, ale szła do Anki na urodziny i poszła. Miałem iść na pocztę po paczki, ale... Dziewczyny postanowiły zrobić mi niespodziankę, szlag by to trafił. Gosia kombinowała od kilku dni, napisała wiersz, kupiła drobiazgi i wybrała się zaraz za mną na egzamin - byłem jednak dużo szybciej... I tak nie zdążyłem odebrać płyt. Poszliśmy jeszcze na spacer do Sowy i o ile tam Kajka była w miarę, to podczas powrotu zapieniła mnie setnie - uderzyła się, więc pizła rower na ziemię i zostawiła, drąc ryja. Po paru minutach wycia się wściekłem, zabrałem rower i poszedłem do domu. Młoda, nadal rycząc, poszła z mamą i do niej wydukała jakoś przeprosiny - dla mnie zajęło to z pół godziny szlochania i krzyków 'mój tata mnie nie kocha'... Ale charakterek, niech to... Przeprosiła wreszcie, ale to ja musiałem zacząć. Ufff.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz