niedziela, 5 lipca 2015

05.07.2015

Pchani sukcesem pierwszej wyprawy rowerowej, po plażowaniu, ruszyliśmy na moją druga obczajoną wycieczkę. Pierwszy problem to była Wiktoria, która nie bardzo umiała jeździć na rowerze i trzeba było z nią wrócić - uczynił to Robert. Ja poprowadziłem wycieczkę dalej: do Stegny do kościoła z łodzią i na plażę, gdzie się wykąpaliśmy. Cudowna woda! Tu nas dogonił Robert i pojechaliśmy dalej. Lud jak bydło lazło po ścieżce rowerowej i na moje grzeczne uwagi część wyzywała mnie od baranów i idiotów. Zatrzymaliśmy się przy sklepie, kupiłem 2 litry coli i rozdzieliłem między towarzystwo, wypili na pniu. Wróciliśmy polami akurat na kolację - było super!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz