czwartek, 23 lipca 2015

23.07.2015


Wstałem jakoś wcześnie i po śniadaniu skupiłem meble na środku. To, co działo się pod nimi, przechodzi ludzkie pojęcie. Milion zabawek Kajki, wielkie kłęby kurzu oraz niezbadane plamy po jakiś płynach. No i wielkie pająki. Opsikałem całość antygrzybem, starłem i wybyłem na miasto. Zaparkowałem w Arkadii, skąd poszedłem na długi spacer od Starówki, przez trakt, Jerozolimskie i wróciłem Jana Pawła, po czym zakupiłem taśmy i folię, zjadłem obiad i wróciłem. W czasie szwendactwa zaliczyłem jeszcze test warzyw w puszkach, za co dostałem czekoladę. Nie chcąc tracić czasu, zacząłem gruntować... Linia na suficie wyszła słabo, ale i tak najgorsze dzieje się nad balkonem - wszystko odeszło... Szarpałem się z tym do 21.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz