wtorek, 28 lipca 2015

28.07.2015

Po śniadaniu podjechałem z Korsarzem na diagnostykę - zdał tym razem, ufff. Choć i tak facet powiedział, że tylne amortyzatory leżą i kwiczą... Trudno. Potem sklep i zrobiłem pyszny, portugalski obiad, a po obiedzie podjechaliśmy na spacer do lasu. Burza krążyła, ale nas nie zmoczyło. Gosia siedzi w szafkach, które trzeba było jeszcze poprawiać i przybijać, pakuje, ładuje, rany, a taki był spokój...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz