poniedziałek, 13 lipca 2015

13.07.2015

Ciężko było wstać. Po śniadaniu poszliśmy na plażę - jakoś krótko wyszło niestety. Potem lunch, po nim przeniosłem się do budynku C, czyli do całej reszty i skoczyłem po piwka - wchodzą w tym upale jak złoto. Po sjeście znowu morze - plaża jest kamienista i żwirkowa, w morzu śliskie kamulce a ja zapomniałem wodnych kierpcy, ale woda przyjemnie chłodzi. Po kolacji znowu miasto - standard. Stara landryna z Czech znowu mi tłumaczy pięć razy to samo - albo ma mnie za idiotę, albo ma alzheimera mózgu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz