niedziela, 19 lipca 2015

19.07.2015

To miała być spokojna końcówka turnusu. Opalaliśmy się, kąpaliśmy i wszystko było super aż do 18. Wpadła do pokoju dziewczyna z Ząbek (zresztą ta, z którą rok temu jechałem w nocy do szpitala do Splitu), że jeden z chłopców rozwalił sobie nogę i trzeba jechać do szpitala. Rany. Faktycznie, siedział zabandażowany, więc machina ruszyła i okazało się, że trzeba jechać do Baru na ostry dyżur. Świetnie. Czeska landryna wezwała znajomego taksiarza i pojechaliśmy. Tam go szybko obrobiono, trochę pokwiczał i zrobili mu cztery szwy - rana była nieprzyjemna i jak mu zaglądała lekarka do środka, widać było ścięgna. Jeszcze tylko leki i sprawa załatwiona - ale dlaczego to ciągle się zdarza tym z Ząbek? Jak nie szpital to policja... Wszyscy w miarę spakowani, odbyliśmy spacer do marketu po ostatnie zakupy i siedzimy na balkonie z albańskim brandy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz