niedziela, 2 sierpnia 2015

02.08.2015

Pojechaliśmy wreszcie na działkę - zanim się wygrzebaliśmy, było po 10, więc zajrzeliśmy po mamę na Bródno i fru do Studzianek. Gorąc się zrobił niemożebny. Kajka wyszła z wozu nieco skofundowana, ale po niejakiej godzince poczuła się jak u siebie. Co tam się nie działo! Były żaby, ważki, łabędzie, motyle. Była taczka, na której można wozić szyszki. Był spacer na stawy i do mogiły partyzantów poprzez ściernisko. Był dobry obiad, było grabienie działki i posiadywanie z ciotką Danką pod dębem. W domu byliśmy po 20, Kajka, mimo, że spała niemal całą drogę, poszła spać zaraz po kolacji i kąpieli - brudni byliśmy niemiłosiernie. Trochę nas grabienie 500 metrów kwadratowych wykończyło, więc dogorywamy po woli... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz